Chciałabym napisać, że po raz setny wracam ze zdwojoną siłą, aczkolwiek aktualnie nie mam prawie w ogóle siły. Doszłam do wniosku, że taki s...

Chciałabym napisać, że po raz setny wracam ze zdwojoną siłą, aczkolwiek aktualnie nie mam prawie w ogóle siły. Doszłam do wniosku, że taki styl prowadzenia bloga nie tylko mi odpowiada, ale wręcz cała mnogość spraw zewnętrznych na mnie to wymusza. Byłam na zdjęciach, które Wam tu pokaże 30 grudnia, czyli minęło ponad 1,5 miesiąca! A miałam w planach dodać je tu bardzo szybko.
Całe życie nie mam czasu.
To znaczy, to nie jest tak, że nie mam. Nie umiem nim dysponować. Moja ponad 20 letnia kariera egzystencjalna jeszcze mnie tego nie nauczyła. Dowodem nie jest tylko blog, ale także zupełnie inne, codzienne sprawy. Chciałabym w końcu nauczyć się nie zostawiać wszystkiego na potem, ale sami wiecie jak jest. Coraz poważniej jednak myślę, by nie tylko publikować posty typu quick talk, jak zazwyczaj to robiłam, ale mam również wewnętrzną potrzebę poruszania tematów trudnych, niecodziennych i takich na które każdy ma jakieś zdanie. Ostatnio dużo się angażuje w wymianę zdań na facebook'u, i nie tylko w sumie, na tematy związane z aborcją. Ale nie nakręcajcie się, ten obszar rozmów wymusza na mnie podjęcie bardziej wymagających przygotowań. Chcę jak najrzetelniej przedstawić aborcję jako problem etyczny, brak zrozumienia ze strony ludzi postronnych i przede wszystkim zaznajomić się dokładnie z medycznego punktu widzenia. Jednak wyczekujcie!
Jednak nie tylko tego typu tematy są, moim zdaniem, trudne rozmowy. Pragnę także nacechować moje posty wiedzą, do której mam dostęp, studiując na uniwersytecie medycznym. Chcę po prostu przestać pisać o wszystkim i niczym. Oczywiście nigdy nie zrezygnuję z tego w zupełności. Blog jest głównie miejscem gdzie uwielbiam wrzucać swoje zdjęcia, werbalizować swoje myśli.
Poza tym nie zastanawiałam się nad innymi zmianami, ale mam potrzebę coś zreformować. 

Odbiegając od wszystkich poważnych spraw, zmienię trochę temat. Miałam okazję współpracować z internetowym sklepem obuwniczym GEMRE. Jest to sklep oferujący nie tylko damskie buty, ale w asortymencie znajdziecie również męskie oraz dziecięce obuwie i od niedawna także kurtki zimowe.
Jako, że zamawiałam buty w listopadzie, postanowiłam wybrać  lekkie botki, bez dużego ocieplenia, które ładnie się będą prezentować, przy lepszej pogodzie. Od razu jedne z nich przypały mi do gustu. Zawsze przed dokonaniem zamówienia, czy to na buty, czy też inne ubrania, sprawdzam wymiary podane w centymetrach. I tu się zawiodłam. Znam dobrze rozmiar swojej stopy i wiem,że ma równe 24 cm. Spojrzałam na rozpiskę rozmiarów, dostępną na stronie. Informacja brzmiała, iż rozmiar 38, który na co dzień noszę, ma 38,5 cm. Pomyślałam, ze to idealnie i zamówiłam buciki. Wysyłka i dostawa były bardzo szybko, co jest jak najbardziej plusem sklepu. Problem pojawił się gdy chciałam przymierzyć buty bo okazały się totalnie za małe! Nie pozostało mi nic innego, jak najzwyczajniej wymienić. I tu również ku mojemu zadowoleniu przebiegło to szybko i niezwykle sprawnie. Musiałam wybrać inny model i dla bezpieczeństwa wybrałam dwa rozmiary większy. Buty dotarły, są lekko przyduże, ale aktualnie nie stanowi to większego problemu.
Obuwie jest dobrze wykończone, ładnie się prezentuje i przede wszystkim ceny są bardzo przystępne. Jestem zwolenniczką dobrych rozwiązań i wcale nie uważam, że jak coś kosztuje 3x więcej to musi być najlepsze. Często właśnie tak nie jest.
Podsumowując, jak najbardziej polecam robienie zakupów na stronie GEMRE, aczkolwiek musicie uważać na rozmiary. 


















płaszczyk // czapka// sweter- SH// buty- GEMRE// legginsy-Sinsay

Bezlitosny. Czyżby? To był jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie lat. Zdecydowanie lepszy od 2017, ale mam nadzieje, że gorszy od 201...

Bezlitosny.
Czyżby?
To był jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie lat. Zdecydowanie lepszy od 2017, ale mam nadzieje, że gorszy od 2019. Nie zrobiłam tym razem spontanicznego podsumowania roku, z jednej strony celowo, z drugiej zupełnie bezmyślnie.
Bardzo dużo zyskałam w ubiegłym roku, przede wszystkim nauczyłam się, że to właśnie miłość szkicuje sens naszego życia, a czasami banalne sprawy mają ogromne rezultaty. Dorosłe życie coraz bardziej mnie zaskakuje. Myślałam, że jestem zahartowana, jednak na pewne sytuacje nie da się przygotować. Rok 2017 pokazał mi, że nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć, natomiast 2018 postawił na mojej drodze człowieka, który darzy mnie takim wsparciem, o którym nigdy nie marzyłam.
Pisząc ten post robię rachunek sumienia z ubiegłego roku. Myślę co mi wyszło, a co niekoniecznie.
Na pewno stałam się bardziej aspołeczna, wieczory wolałam spędzać oglądając film na laptopie, niż z koleżankami na mieście.
Wybaczcie kochane, obiecuje poprawę.
Mimo że, tak jak rok temu, spędziłam całe wakacje w pracy, miałam kilka cudownych wyjazdów.
Pierwszy z nich to zasłużony wyjazd z dziewczynami ze studiów nad morze. Zasłużony bo wszystkie egzaminy zdałam wtedy w pierwszym terminie. Pogoda niesamowicie nam dopisała, aż miło mi się wspomina ten niespodziewany upał. Na koniec wakacji natomiast zafundowałam sobie, wraz z chłopakiem wyjazd w góry i do Krakowa. Pomimo niezbyt sprzyjających warunków pogodowych i tak uważam ten wypad za bardzo udany. Od dwóch miesięcy w wersjach roboczych wiszą posty, w których chciałam dodać zdjęcia z wyjazdów. Uznałam, że lepsze będzie gdy wkleje je tu.
Ten rok był dla mnie również bogaty w sesje zdjęciowe. Poznałam mnóstwo wspaniałych fotografów, do części z nich chętnie wracam, a niektórymi niestety weszłam w dość wrogie stosunki ze względu na mój brak cierpliwości.
Jeżeli jesteście zainteresowani tym tematem, zapraszam na moje konto na maxmodels, tam przy każdym zdjęciu znajdziecie przekierowanie na stronę jego twórcy.
Rok temu nie robiłam twardych postanowień i to był błąd. W tym roku, co prawda dopiero teraz, na początku stycznia, ale chcę wypisać sobie to, co jest dla mnie ważne do osiągnięcia w ciągu najbliższych 365 dni.
Te wspomnienia są dość chaotycznie i bardzo niechronologicznie napisane, ale taki był plan.  Choć bardzo mi się podoba podsumowanie, które zrobiłam rok temu (oto link) ale chciałabym stworzyć coś nowego. Powtarzając utarte schematy nie będziemy się rozwijać.

Kolejne przewinienie- na konkretnie zaniedbałam bloga. Serduszko mnie boli na samą myśl, już tyle razy sobie obiecywałam, ze nie będę tak robić. A teraz sięgnęło to apogeum. Ale mam nadzieje, że to prawda, że po burzy zawsze świeci słońce. Powracam, mam nadzieje, że ze zdwojoną siłą!

Totalny brak spontaniczności zawitał w moim życiu. Jednak nie polubiliśmy się. Bardzo chętnie z tego zrezygnuję.

Myślę, że przejdę do obrazowanej formy ukazywania wspomnień, ten wpis to totalny freestyle.

Poznań, 12 luty
To chyba ostatnia spontaniczna rzecz na jaką sobie pozwoliłam. To była moja pierwsza i dotychczas ostatnia wizyta w tym mieście. Wrócę tam na pewno, może niebawem ;)

Roczek chrześniaka, 14 marca
Mój kochany bąbelek skończył roczek, a ja nadal patrzę z podziwem jak on szybko rośnie i się rozwija. Nie tak dawno trzymałam taką maleńką kruszynkę na rękach a teraz gram z nim w piłkę w korytarzu. Niesamowite.

Mnóstwo nowych współprac
Mimo że tak jak wyżej napisałam, dość konkretnie zaniedbałam bloga, to w tym roku mogłam cieszyć się dużą popularnością wśród firm podejmujących współprace z blogerami. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, wiele wypadów na zdjęcia
Pomogło mi to zbudować pewność siebie i wspaniale urozmaicało nieliczne posty na blogu. Bardzo lubię wychodzić na sesje, choć fotomodelka sie nie czuje i prawdopodobnie to sie nigdy nie zmieni. Wspominam o tym bo praktycznie każdy fotograf pyta o to, co skłoniło mnie by zostać modelką. to niesamowicie miłe! Choć nie do końca zgodne z rzeczywistością. Pragnę w tym miejscu serdecznie pozdrowić wszystkich, z którymi miałam okazję współpracować. Każda z sesji dała mi o wiele więcej niż tylko piękne kadry.
Dziękuje.



Z Kubą znamy się dobre kilka lat i dopiero teraz udało nam się wyjść na zdjęcia, niesamowite haha




Reszta zdjęć z tej sesji już niedługo na blogu!

Po raz kolejny miałam także przyjemność uczestniczyć w spotkaniu Blogilly! Za każdym razem jest to dla mnie ogromna radość i satysfakcja. Relacja tutaj


Zakopane// Kraków
Jestem dumna z siebie, że pod względem logistycznym te wakacje były super zaplanowane. Z całą pewnością zarówno Kraków jak i Zakopane odwiedzę w bieżącym roku. Cząstka mojego serduszka na zawsze tam pozostanie









To by było na tyle, jeżeli chodzi o zasypywanie Was zdjęciami

Kochani, chciałabym Wam życzyć dużo miłości na Nowy Rok, zdrowia, pomyślności i szczęścia! Dajcie znać jaki dla Was był 2018 rok.
Do następnego!!

Coraz ciężej jest mi samą siebie motywować do czegokolwiek, poza największą koniecznością. Coraz więcej wolnego czasu uszczupla mój zasób w...

Coraz ciężej jest mi samą siebie motywować do czegokolwiek, poza największą koniecznością. Coraz więcej wolnego czasu uszczupla mój zasób wolności. Coraz głębiej popadam w paranoję stresu i poczucie nieuchronności przed złem. Jest już listopad, bliżej już do końca niż początku tego, co miało być nowe i dobre. Niedługo znów naobiecuję sobie gwiazdek z nieba, a nigdy nawet nie wyciągnę po nie ręki. To nie jest żadna chandra. Po prostu brak chęci do lepszego życia. Cała ta kumulacja złego niedługo we mnie wybuchnie i pozostanie jedynie pył kolorowych myśli. Szukam codziennie inspiracji do zmiany. Nic nie pomaga. Czuje się czasami źle, czasami gorzej. Na szczęście mam swoją cierpliwą przystań, pełną miłości i troski. On mnie nie ocenia, tylko rozumie. 
Chciałabym znów zacząć zachwycać się jesiennymi liśćmi. Straciłam już nadzieje, że przestanę przekładać wszystko na później, po prostu nie potrafię już teraz. Patrzę sama na siebie ze zdjęcia, tymi pustymi, niebieskimi oczami. Szukam w nich tego żaru, który niegdyś miotał mnie wszędzie gdzie tylko chciałam. Może to czas wyjechać? Zostawić wszystko? Nie. Ucieczka nie jest dobra. 
Dziś chyba jak nigdy wcześniej pragnę to zmienić. Pragnę wziąć wszystko, absolutnie, w garść i nie dać się emocjom. 
__________________________________________________________
Ten akapit piszę prawie miesiąc później. Zawsze lubiłam w książkach takie wtrącenia.
Jest dopiero 13:30 a w mieszkaniu jest ciemno jak wczesnym wieczorem. Postanowiłam zrobić sobie przerwę, podczas gdy piszące osie działania hormonów przypomniał mi się mój blog. Zaniedbałam go kolejny raz, choć miało być inaczej. Zawsze miałam tu swoją małą przystań spokoju i znowu pragnę tu wracać. Jak na razie mam wrażenie że zyskałam pewną kontrolę nad wszystkim. Straszne dużo stresu i nerwów kosztowało mnie załatwianie stypendium, ale to już za mną. Nadal pragnę uciec, choć wiem, że to nie jest dobre. I wciąż emocje momentami biorą górę nade mną, to teraz jest mi lżej. 
Muszę tu wrócić na dobre 
























Zdjęcia- Karolina