Totalny brak czasu hierarchizuje wszystkie moje działania do tych maksymalnie potrzebnych. Mimo że pojawia się teraz wiele postów na blogu, ...

Totalny brak czasu hierarchizuje wszystkie moje działania do tych maksymalnie potrzebnych. Mimo że pojawia się teraz wiele postów na blogu, nie mam czasu na wzajemną aktywność na waszych stronach. Oczywiście jak zawsze obiecuję poprawę jak tylko uda mi się wrócić do żywych.
Dzisiejszy post jest poświęcony wspaniałej przesyłce jaką dostałam już jakiś czas temu. Mowa mianowicie o etui na telefon ze strony FunnyCase.pl Miałam możliwość zaprojektowania dwóch case'ów, aczkolwiek ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu dostałam ich aż 5! Obudowy są bardzo solidnie wykonane, a nadruk wygląda rewelacyjnie. Są bardzo cieniutkie, co sprawie, że użytkowanie telefonu jest równie komfortowe, co bez niej. Jestem bardzo zadowolona, bo telefon nie tylko dobrze wygląda ale jest też odpowiednio chroniony. Nie chciałabym się rozwodzić nad milionem propozycji jakie sugeruje nam strona, ale jak dla mnie jest to rewelacyjne, bo wzorów jest naprawdę kilka tysięcy. Miałam duży problem by wybrać tylko dwa. Obudowy przyszły zapakowane w urocze kartoniki. Z całą pewnością będę tam robiła zamówienia na kolejne case'y na mój nowy telefon.
Mam dla was również zniżkę -20% na etui z kreatora na hasło: blekitnypamietnik

Jakie są wasze doświadczenia z etui na telefon? Zachęcam oczywiście do korzystania z kodu rabatowego!










Niedawno dostałam bardzo miły komentarz dotyczący moich stylizacji. Już nie raz powtarzałam, że są one tylko dodatkiem do całkowicie innej t...

Niedawno dostałam bardzo miły komentarz dotyczący moich stylizacji. Już nie raz powtarzałam, że są one tylko dodatkiem do całkowicie innej treści. Aczkolwiek zaczęłam się niedawno zastanawiać czy by nie wprowadzić więcej postów w tym zakresie. Myślę, że byłoby to przystępne dla większej ilości osób, sądząc po Waszych komentarzach. Moje teksty nie są pisane wprost i jestem w stanie zrozumieć, że dla wielu są po prostu niedostępne z różnych przyczyn. Nie wnikam i  nie oceniam. Szczególnie uwielbiam, gdy ktoś faktycznie rozumie to, co chciałam przekazać.Nie chce nikogo wytykać palcami, bo to Wasza sprawa co Wam się najbardziej podoba. Ale wracając do oceny statystyki jestem w stanie stwierdzić, że za mało tu wpisów typu fashion! Nie chce być uważana za ''blogerkę modową''. To nie dla mnie. Absolutnie nigdy w tym kierunku nie będę zmierzała. Ale dzisiaj rozpocznę drobny przełom na blogu. Co o nim myślicie?

Przejdę może po tym krótkim wstępnie do sedna. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć sklep, który na pewno nie jest wielu z Was obcy, ale też dla niektórych będzie nowością. Mowa tu o Bonprix. Jeszcze z czasów dzieciństwa pamiętam jak do mamy przychodziły katalogi. Myślałam, że firma zrezygnowała już z tego typu promocji, ale jestem pozytywnie zaskoczona, ze nie!
Bonprix oferuje różnego rodzaju ubrania i obuwie. Jednak moim zdaniem najwięcej jest tam bardziej szykownych rzeczy. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Ostatnio robiąc tam zamówienie, właśnie na ten rodzaj ubrań zwróciłam największą uwagę. Szczególnie spodobała mi się sukienka, którą możecie znaleźć tu, w kategorii sukienki. Nie do końca byłam przekonana co do kołnierza, dlatego postanowiłam ją przerobić. Sukienka w rzeczywistości jest tak świetna, jak na zdjęciu.
Moją uwagę przykuły też szpilki  Również jakościowo są świetne. Bardzo ładnie się prezentują na nodze.
No i oczywiście nie byłabym chyba sobą, gdybym nie zamówiła sobie swetra. Znajdziecie go w kategorii płaszcze. Wykonany z miękkiego materiały, o świetnym wzorze i kolorze! Na pewno będzie królował w moich stylizacjach jesienią.

A Wy macie jakieś ubrania z Bonprix? Jakie są Wasze wrażenia?












Sandałki- CCC

Bardzo dziękuje Kubie z fanpage'a MalinoweFoto za cudowne zdjęcia! Mam nadzieje, ze jeszcze nie raz fotografie z ręki Kuby zagoszczą u mnie na blogu.

Już nie raz pisałam o tym jak ciężko jest walczyć ze swoimi własnymi słabościami oraz jaką satysfakcję przynosi owe zwycięstwo. Wiecie także...

Już nie raz pisałam o tym jak ciężko jest walczyć ze swoimi własnymi słabościami oraz jaką satysfakcję przynosi owe zwycięstwo. Wiecie także, że moja walka z brakiem pewności siebie trwała długo. Jest wiele czynników, które przyczyniały się zarówno do jej budowania jak i niszczenia. Na pewno każda z Was wie o czym mówię. Nie jestem w stanie stwierdzić jak wygląda ten aspekt u męskiej części moich czytelników. Nigdy nie zastanawiałam się czy Panowie też mają tak częsty problem z zaakceptowaniem siebie czy raczej nie jest to obiektem ich rozmyślań.
Także rok temu pisałam o tym ile pewności siebie może dodać nam spontaniczność. Chodzi mi o pierwszy wpis dotyczący depilacji laserowej. Równo rok temu zaczęłam korzystać z serii zabiegów. Jakie są moje wrażenia po 12 miesiącach?
Dopóki nie dostałam propozycji uczestniczenia w programie afiliacyjnym firmy Depilacja.pl nie zastanawiałam się nigdy na poważnie czy spróbować tejże metody. Owszem czytałam nie raz o niej, ale nie zagłębiałam się w opinie innych na ten temat. Szczerze mówiąc nadal nie przeczytałam ani jednej recenzji tego zabiegu, a dzisiaj pisze swoją. Otóż miałam do wykorzystania pakiet ''do skutku'' w który wchodziło maksymalnie 9 zabiegów. Jest to dużo bardziej opłacalna forma, ponieważ wykupowanie pojedynczych zabiegów, jeżeli dopiero zaczynamy przygodę z depilacją laserową będzie po prostu droższe.
Po zaakceptowaniu warunków współpracy dostałam telefon od Pani kosmetyczki, która przeprowadziła ze mną bardzo dokładny wywiad medyczny. Było to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie bo takie profesjonalne podejście do sprawy jest niezwykle przekonujące. Umówiłyśmy się na pierwszą wizytę w dniu moich 19 urodzin. Salon mieści się w Toruniu na ul. Panny Marii 5, więc nie miałam szczególnie daleko. Przed każdym kolejnym zabiegiem również Pani prowadziła ze mną wywiad, by upewnić się o braku przeciwwskazań do zabiegu.
Teraz odpowiem na pierwsze z dwóch najbardziej nurtujących pytać: czy zabiegi bolą?
Otóż pierwsze 5 zabiegów było absolutnie bezbolesnych. Nie odczuwałam żadnego dyskomfortu podczas sesji. Aczkolwiek nie były one wykonywane na najwyższych parametrach.
Jako że ja jestem blondynką potrzebowałam dużo więcej zabiegów, ze względu na słabą pigmentację włosa. Z tego co się zorientowałam, wiele brunetek mogło już na tym etapie zakończyć sukcesywnie serię zabiegów. Ja musiałam kontynuować. I od tego momentu zaczęły się schody. Depilacja była wykonywana na najwyższych parametrach co niestety skutkowało odczuwaniem bólu. Ale nie chcę Was demotywować. Jestem osobą bardzo wrażliwą na ból, a ten związany z depilacją nie był szczególnie dokuczliwy. Nie jestem w stanie go do niczego porównać, jednak uwierzcie, że nie jest to nic strasznego! Po prostu kolejne zabiegi w przeciwieństwie do pierwszych pięciu były bardziej odczuwalne.
Ważną kwestią są zalecenia przed i po zabiegu.
Należy w miarę możliwości wykonywać serię regularnie, co 6 tygodni. Jest to zmotywowane okresem wzrostu i rozwoju włosa. W około połowie serii miałam nieco problem ze względu na święta i inne okoliczności, jednak starłam się jak najbardziej trzymać się terminów.  Równie ważne jest unikanie ekspozycji na słońce. Ja poddałam zabiegowi łydki. O ile w zimę nie było większego problemu z tym, to na wiosnę oraz tym bardziej lato musiałam pamiętać o filtrze SPF 50. Zauważyłam też, że ważne jest regularne nawilżanie skóry.
A teraz najważniejsze pytanie: czy zabiegi są w stu procentach skuteczne.
Otóż wspominałam o tym, że jako blondynka moje włosy są dużo mniej napigmentowane. Niestety, ale seria 9 zabiegów nie była dla mnie wystarczająca. Jednakże muszę przyznać, że włosy na pewno są delikatniejsze, jest ich mniej i są jaśniejsze. Jestem zdecydowana nadal kontynuować zabiegi, po nieco dłuższej niż 6 tygodni przerwie. Moja kosmetyczna jest brunetką i mówiła, że u niej w całości włosy zostały zredukowane. Zatem wiele zależy od koloru włosa, gdyż to właśnie to determinuje w jakim czasie wiązki lasera wyłapią go i trwale usuną.

Czy polecam zabieg?
Jako podsumowanie postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
Co prawda nie jestem całkowicie zadowolona z efektów, aczkolwiek wspomniałam, że pragnę kontynuować wizyty ze względu na dotychczasowe efekty. Za całą pewnością mogę polecić zabieg depilacji laserowej w salonach Depilacja.pl dziewczynom z ciemnymi włosami. U nich efekt będzie o wiele szybszy. Co do blondynek, myślę, ze tu po prostu potrzebna jest cierpliwość i poświęcenie większej ilości czasu. Na pewno po wykonaniu kolejnej serii zabiegów zrelacjonuje na nowo moje odczucia.

A Wy korzystałyście z depilacji laserowej? Jak u Was się sprawdziła?
Więcej informacji o zabiegach znajduję sie na stronie www.depilacja.pl

depilacja_laserwoa_łydki_Depilacja.pl_photo1

depilacja_laserwoa_łydki_Depilacja.pl_photo2

depilacja_laserwoa_łydki_Depilacja.pl_photo3

depilacja_laserwoa_łydki_Depilacja.pl_photo4

Gdy dowiedziałam się, ze będę miała okazję testować nowości z firmy  Eveline  byłam równie zaskoczona, co podekscytowana gdyż jest to moja u...

Gdy dowiedziałam się, ze będę miała okazję testować nowości z firmy Eveline byłam równie zaskoczona, co podekscytowana gdyż jest to moja ulubiona marka kosmetyków. Zazwyczaj jednak korzystałam z ich produktów do makijaży, więc gdy w paczce zobaczyłam również produkty do pielęgnacji było to dla mnie dodatkowe zaskoczenie. Postanowiłam podzielić recenzje produktów na kilka poddziałów. Pierwszy z nich dotyczy właśnie pielęgnacji. Także bez przedłużania zapraszam do zapoznania się z kosmetykami oraz moją opinią na ich temat.

Zacznę od mojego faworyta, a mianowicie intensywnie odżywczego balsamu do ciała. Używałam już mnóstwo tego typu produktów, różnych marek, aczkolwiek definitywnie tego kremu nie zamieniłabym na nic innego i z całą pewnością gdy to opakowanie mi się skończy kupię następny. Balsam ma delikatną, kremową konsystencję przez co dobrze się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Miałam go ze sobą nad morzem i świetnie się sprawdził po opalaniu. Jest bardzo wydajny. Również moja babcia, która często miewa problemy ze skórą na tle alergicznym bardzo go sobie chwali. Krem cudownie nawilża, nie pozostawiając skóry tłustej. Na dodatek ma piękny zapach. Kosmetyk został zaprojektowany i stworzony we współpracy z lekarzem dermatologiem.Dzięki unikalnej kompozycji odżywczej, którą zawdzięcza m.in wyciągowi z maliny nordyckiej balsam ma wysoką skuteczność, o której sama się przekonałam. Także zawartość masła shea oraz oleju makadamii zapewniają skórze miękkość i nawilżenie. Interesującym faktem jest zawartość olejku INCA INCHI, którego jeszcze nie spotkałam w żadnych poprzednio używanym balsamie. Olejek ma działanie silnie uelastyczniające. Jest pozyskiwany poprzez prasowanie na zimno orzechów rośliny Sacha Inchi rosnącej w Peruwiańskiej dżungli. Czysty olejek stosowany jest do leczenia poparzeń i podrażnień, także przez ludy zamieszkujące rejony jej występowania. Produkt zawiera cały szereg składników odżywczych zapewniających zdrowie skóry. Jest uznawany za najbardziej aktywny olej, gdyż w jego skład wchodzą kwasy Omega 3,6,9, antyoksydanty i cała gama witamin. Olejek jest polecany w stosowaniu różnorodnych schorzeń skóry, nawet przy cellulicie czy trądziku.
Również obecność wyciągu z czerwonej algi jest kolejnym plusem balsamu, ponieważ ekstrakt ten wykazuje szeroką aktywność w kierunku nawilżenia u wygładzenia skóry. Pewna firma farmaceutyczna prowadziła badania in vitro oraz in vivo, które potwierdziły skuteczność wyciągu. Pełni funkcje naturalnego filtra przeciwsłonecznego, głownie przez promieniami UVA poprzez obecność w ekstrakcie mikrosporyn, które uznawane są za najsilniejsze naturalne substancje pochłaniające promieniowanie UVA.
Balsam zyskał tytuł Luksusowego Produktu Roku 2017




Kolejnym produktem, który weźmiemy teraz pod lupę jest maseczka aloesowa. Dodawałam już na blogu wpis dotyczący produktów zawierających aloes i oceniałam już jego odżywcze działanie, dlatego nie będę tego robiła ponownie. Tutaj również producent zapewnia nas, ze produkt był stworzony pod okiem dermatologa. Jest to maseczka błyskawicznie nawilżająca, a co do mojej oceny to jestem równie zadowolona co z balsamu. Maseczka ma delikatną, nieco płynną konsystencję przez co zapewnia efekt chłodzący. Łagodzi podrażnienia i regeneruje skórę twarzy. Jest bardzo przyjemna w użyciu. Nie zawiera alergenów w postaci olejków mineralnych. Bogata jest również w składniki takie jak kolagen, d-panthenol, kwas hialuronowy i witaminy A i E. Maska szybko się wchłania toteż po 10 minutach zalecanych przez producenta pozostaje jej mało do zmycia. Mogę go jak najbardziej polecić osobą ze skłonnościami do podrażnień oraz suchą cerą. 



Przejdę teraz do kosmetyku, na który byłam bardzo nastawiona, a który nie do końca się sprawdził, a mianowicie plastry oczyszczające na nos. Stosowałam mnóstwo tego typu kosmetyków i niestety żaden do tej pory nie przyniósł oczekiwanego efektu. Z zaskórnikami borykam się od długiego czasu i niestety te plastry nie pomogły mi w efektywnej walce z tym problemem. Jednak muszę przyznać, ze to chyba najlepszy produkt, pomimo braku efektów. Mimo iż zaskórniki nie zostały nawet w małym stopniu usunięte to na  pory uległy zwężeniu, co miało być jednym z efektów. W opakowaniu znajdują się dwa plasterki. Produkt zawiera węgiel aktywny, który jest głównym składnikiem mającym zapewnić oczyszczenie, a także oczar wirginijski, którego celem jest właśnie zmniejszenie widoczności porów przez ich zwężenie. Postanowiłam bliżej się przyjrzeć temu drugiemu składnikowi. . Oczar to roślina naturalnie występująca w Ameryce Południowej, aczkolwiek hodowana jest już na całym świecie. Wyciąg z kory i liści wykazują działanie antyoksydacyjnego, antybakteryjnego, antyseptycznego i wiele więcej. Stosowany jest w przewlekłych stanach zapalnych skóry oraz przy oparzeniach. W plastrach wykorzystywane jest jego działanie ściągające i przeciwłojotokowe. 

Ostatnim produktem, którego jeszcze nie przetestowałam, a co do którego mam ogromne nadzieje jest maseczka w płachcie. Jest to silnie nawilżający zabieg. Maska na tkaninie, nasączona jest 20 ml skoncentrowanego serum, które zawiera znany nam już kwas hialuronowy, aloes oraz nowości w postaci wyciągu z zielonej herbaty, lukrecji, rumianku, ogórka orchidei i alantoinę. Byłam bardzo ciekawa działania tych składników, więc postanowiłam nieco poszerzyć wiedzę na ich temat. Ekstrakt z zielonej herbaty posiada właściwości antyoksydacyjne, spowalnia starzenie skóry i zapobiega wnikaniu promieni UV. Dzięki polifenolom wyciąg redukuje kancerogenne działanie promieniowania słonecznego. Wykazuje także działanie przeciwzapalne i bakteriobójcze. Stosowany w preparatach do cery trądzikowej i nadmiernie przetłuszczającej się. Ekstrakt z lukrecji natomiast również ma działanie antynowotworowe. Naukowcy podczas badań nad tą rośliną znaleźli w jej składzie substancje hamujące rozwój komórek nowotworowych. Zawiera także flawonoidy, saponiny i kwasy organiczne zatrzymujące wodę w tkankach, co przekłada się na działanie nawilżające. Łagodzi stany zapalne, przyspiesza gojenie się ran i wyprysków. 
Wyciąg z orchidei ma głównie działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Zarówno ekstrakt z ogórka jak i rumianku mają właściwości odświeżające i łagodzące.
Jestem bardzo pozytywnie nastawiona co do tej maseczki i na pewno przy okazji wspomnę o niej, gdy tylko przetestuje.


Na początku istnienia tego bloga, gdy już porzuciłam ideę tworzenia wpisów diy, pisałam luźne posty, opisując to, co sie u mnie dzieje. Osta...

Na początku istnienia tego bloga, gdy już porzuciłam ideę tworzenia wpisów diy, pisałam luźne posty, opisując to, co sie u mnie dzieje. Ostatnio napisałam Wam o braku weny, który nadal się utrzymuje. Ale dzisiaj wpadłam na pomysł by reaktywować pomysł, który miałam jakieś 4 lata temu. Myśle, że to będzie jeden z najluźniejszych wpisów, jakie kiedykolwiek powstały na tym blogu, a jest ich ponad 100. Wielu z Was, którzy obserwują od dawna mojego bloga wie, że studiuję. Nadal kontynuuję ten kierunek, który zaczęłam i wytrwale dobrnęłam do końca semestru letniego, bez żadnych poprawek we wrześniu. Aktualnie pracuje i nie tworze konkretnych planów na wakacje, dopóki fundusze mi na to nie pozwolą. Aczkolwiek za wszelką cenę chce się gdzieś wyrwać. Dzisiaj naszedł mnie pomysł by tak jak w zeszłym roku wybrać się w góry. To był niesamowity czas i sama nie wiem dlaczego nie zrobiłam osobnego wpisu z tym wyjazdem, tak samo jak z Londynem. Czasami moje lenistwo samą mnie zaskakuje. A może ubzdurany brak czasu? Nadal szukam motywacji do działania, marzę o wielkich rzeczach i nadal jestem tą samą zagubioną dziewczyną sprzed pięciu lat. Tylko teraz bardziej pewną siebie.
Podzielcie się prosze ze mną w komentarzach jakie Wy macie sposoby by zorganizować sobie czas oraz co Was motywuje do działania.
Na dzisiaj to tyle. Ja nadal ładuje baterie, zbieram ciekawe tematy i niedługo wraca mój life-style!
Do napisania!



hiszpanka
spodnie-pull&bear 


Na koniec pokaże wam jeszcze pędzle , które ostatnio zamówiłam z Zaful. Są genialne!

Przyjdź do mnie a powiem Ci co jest z Tobą nie tak. Powiem na głos wszystkie Twoje wady i słabości. Upokorzę Cię do granic możliwości tylko ...

Przyjdź do mnie a powiem Ci co jest z Tobą nie tak. Powiem na głos wszystkie Twoje wady i słabości. Upokorzę Cię do granic możliwości tylko po to by...podać Ci rękę i pomóc wstać. Czy nie właśnie tego Ci potrzeba? Wytłamszenia na wierzch wszystkich demonów, które są w Tobie. Myślę, że to jedyna droga do samoakceptacji. Stanąć twarzą w twarz z każdym lękiem i kompleksem z osobna. Zabić ten bezczelny głos, który mówi Ci w głowie, że nie możesz.
To nie jest żaden wpis motywacyjny, nienawidzę takich. To bardziej porada, a może historia z mojego życia pod tytułem 'w jaki sposób wzięłam życie w swoje ręce'. Nigdy nie czerpałam niesamowitej mocy z cudownych cytatów. Czerpałam ją z każdego upadku. A było ich mnóstwo. Wiele mentalnych blizn w psychice tworzy piękny obraz. Obraz mojej siły i historii.
Tworzę tym wpisem kreacje niezwykle silnej, młodej kobiety, którą nie jestem. Nadal mam chwile zwątpienia.Nazwałabym to nawet tygodniami zwątpień. Nie da się osiągnąć wiecznego szczęścia. Los jest na tyle przekorny, że uderzy Cię w twarz w najmniej spodziewanych momencie. Znasz takie określenie cisza przed burzą? Nie nazwałabym tego lepiej. Sztuką jest potrafić wstać po najcięższym upadku. Ja czasami wstawałam bardzo długo, bez sił i z mnóstwem wątpliwości. Ale skoro życie i tak jest śmiertelną chorobą to po co umierać na szlaku, skoro można na szczycie? Chyba nic tak nie motywuje jak wizja zwycięstwa. No i oczywiście te wszystkie zazdrosne spojrzenia. Możecie mówić co chcecie, jednak ja wiem, że ludzie mają w naturę wpisaną chęć bycia lepszym od kogoś, nawet jeżeli tym kimś jesteśmy my sami. Nikt nie jest doskonały? Otóż ktoś musi być. Ktoś musi wyznaczyć drogę, którą mamy iść. Ale kto?
Nigdy nie stawiałam sobie osób trzecich jako mój ideał. Nie wykreowałam sobie samej siebie w wizji przyszłości. Aczkolwiek zawsze przejmuje się tym co ma być za pare lat. Czymś co sie nigdy nie wydarzy. Chciałabym umieć kontrolować martwienie się o absurdalne rzeczy.

Ostatnio nie mam w ogóle weny na wpisy, dlatego zasypuje Was recenzjami kosmetyków. Potrzebuje przerwy, ale nie chce zawieszać bloga. Mam nadzieje, że nowy typ postów przypada Wam do gustu, a ja z moim lifestylem jedziemy na urlop. Lecimy zapomnieć o wszystkim, usunąć cały stres z organizmu, zarobić dużo pieniędzy i zregenerować siły bym mogła nadal wypowiadać się na tematy dla wszystkich bliskie.
Macie jakieś poglądy, które chcielibyście bym poruszyła na blogu? Piszcie śmiało w komentarzach lub wiadomościach prywatnych. Muszę zrobić sobie plan na życie na najbliższe 3 miesiące a później damy czadu! Z góry zapraszam na serie wpisów z kosmetykami marki Eveline.
See you later.

Zdjęcia czekały ponad 2 miesiące, ale w końcu mogę je tu dodać!


















Koszula- Next
Spódnica-Sinsay
Buty-Reebok
Ramoneska- Zaful
Serdecznie dziękuje Agacie za zdjęcia! Jej bloga znajdziecie tu natomiast fanpage tutaj